środa, 16 września 2015

Inicjały A & S, czyli mój ostatni raz

Jestem przekonany, że każdy z nas ma takie doświadczenia, których za wszelką cenę nie chce powtórzyć. Powody mogą być różne - i obiektywne,i subiektywne, i licho wie jakie jeszcze. Moja lista przeżyć, które są dla mnie traumatyczne, jest długa. Pewniaki są następujące: nikt już mnie nie namówi na malowanie drewna farbą ftalową; za żadne skarby nie obejrzę w telewizji paradokumentu, telenoweli i innych rolników, którzy kogoś szukają; nigdy nie kupię książki, która ma litery o wysokości jednego milimetra (chciałoby się powiedzieć - kto to widział?); nigdy już nie zjem w nocy kilku gruszek; a co najważniejsze - nie porwę się nigdy na wykonanie tytułowych inicjałów, czyli takich, które są duże i tworzą jeden element. Nie, nie, nie, prawdopodobnie nie, raczej nie, hmm, no może kiedyś. Tylko gruszki... tfuuu, tylko krowy - podobno - nie zmieniają zdania.



6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Nie ma alternatywy, musi być dobrze :)

      Usuń
  2. Może kiedyś - czyli ktoś musiałby mieć duży talent do przekonywania ;)
    A wyszło jak zwykle dobrze, ale co kto lubi - ja wolałabym literki luzem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj tam zaraz talent. Wystarczy szantaż albo jakieś groźby karalne :)
    Ja również stawiam na pojedyncze litery. Mam nadzieję, że nie zawiodą mnie.

    OdpowiedzUsuń