poniedziałek, 30 marca 2015

Julka i ja

Drewniane literki są jak klocki, które można łączyć ze sobą w dowolny sposób. Przyznaję, że odpowiada mi ta dowolność. Techniczną kompatybilność czasem ignoruję, a w zasadzie zapominam o niej. Jest to skuteczna kuracja odświeżająca, bez dwóch zdań. Tytułowy napis jest właśnie skutkiem takiej zabawy z "klockami". Co tu dużo mówić - bardzo podoba mi się taka zabawa.




piątek, 20 marca 2015

Drewniane inicjały ślubne, czyli wszyscy jesteśmy "M"

Dziś muszę podzielić się pewną obserwacją, która balansuje na granicy statystyki i (chyba) Archiwum X. Sprawa jest ewidentnie dziwna i skrajnie podejrzana. Być może wchodzi w rachubę jakiś spisek, ale jeszcze nie jestem tego pewien. Odkryłem mianowicie, że co najmniej połowa z nowożeńców ma imię na literę M. Dochodzę nawet do wniosku, że jeśli ktoś ma imię na inną literę, to jednak wybiera dla siebie drewniane M. Tyle mówi sucha statystyka, kropka. Tak się składa, że wspomniana litera jest jedną z najbardziej pracochłonnych i skomplikowanych. Tutaj właśnie wietrzę spisek, może to jakaś kara dla mnie? No dobra, ale za co? Gdy tak kombinuję sobie, to dociera do mnie, że to "M" ma coś w sobie. Gdybym został zapytany, jaka litera podoba mi się najbardziej, to wymienię właśnie ją. Ulubiony kolor? - Niebieski (nie dotyczy samochodów, w tym wypadku żółty). Samochód czy motocykl? - Motocykl (może być żółty, ale Kawasaki Ninja to jednak zielony). Litera? - M. No tak, przecież to logiczne, nie mam pytań. Obawiam się, że w tym momencie zapomniałem, o co mi chodziło... Morał mi uleciał, upsss.

PS
Specjalne podziękowanie dla: Marii, Magdaleny, Mileny, Marceliny, Mirosławy, Moniki, Mai, Malwiny, Małgorzaty, Martyny, Mariki, Marioli, Marty, Marleny, Maryli,Matyldy, Melanii, Melity, Michaliny, Miry, Mirabeli, Mirandy, Modesty, Mieczysławy, Mścisławy, Manfredy, Manueli, Marceli, Marcjanny, Marcyny, Miłowany, Mechtyldy, Marianny, Miłowany i innych Pań o imieniu na tę literę. Imion męskich nie ma tutaj (Maria?), ale jeśli jakiś mężczyzna zamówi inicjały ślubne, to podziękuję mu osobiście - dając się zaprosić na przyjęcie weselne (nie tańczę - to mój jedyny warunek).







poniedziałek, 9 marca 2015

Jeśli widzisz drewniany napis "One", to wiedz, że coś się dzieje

Właśnie uświadomiłem sobie, że ostatni wpis pojawił się tutaj miesiąc temu. Zgodnie z wszelkimi zasadami panującymi na blogach, powinienem teraz strzelić  kwiecistą, płynącą prosto z serca samokrytykę i wyjaśnić, co takiego szczególnego ograniczało moją aktywność blogową. Nie wiem, czy przykryję zwyczajne i pospolite nygustwo jakąś sensowną wymówką, ale postaram się. Może wystarczy coś w tym stylu: miałem kilka telefonów do wykonania (w tym jeden międzymiastowy)... Będę szedł w zaparte, no chyba, że ktoś ma niezbite dowody na moje łgarstwo - trudno, wtedy się przyznam (zapewne będę jeszcze coś kombinował, ale ulegnę).
 
Jeśli napiszę, że niedawno zrobiłem napis z drewna, to raczej nikogo nie zaskoczę. Gdy dodam, że pomalowałem go na biało, to również nie wzbudzę sensacji. Rozmiar ozdoby także nie zrobi na nikim wrażenia, bo niby z jakiej racji. Mimo to będę się jednak upierał, że dzieje się. Jak się dzieje! Mam cichą nadzieję, że proboszcz tym razem daruje sobie publiczne upominanie mnie za zaniedbanie. Będę zobowiązany, a nawet mogę obiecać poprawę. Nie takie rzeczy się obiecywało.