środa, 9 grudnia 2015

Rebus?

Ampersand i serce, czyli... hmm. Poddaję się, nie mam sensownego wytłumaczenia tego zestawienia. Mógłbym napisać, że to niezwykle wysublimowany rebus, ale pewnie nie zabrzmiałoby to wiarygodnie. W związku z tym napiszę, że to zwykły rebus, niewysublimowany. Jeżeli ktoś miałby ciekawą sugestię lub nawet rozwiązanie, to byłbym zobowiązany.


wtorek, 20 października 2015

Nazywam się Róż, Pudrowy Róż

Ostatnimi czasy agent Róż mocno się uaktywnił. Może nie do końca w tajnej służbie Jej Królewskiej Mości, ale na pewno w służbie drewnianym inicjałom. Nie wiem, jakie są tego przyczyny, ale takie są fakty. Być może sytuacja tego wymaga, nie wnikam. Niestety, aktualne misje nie obejmują przydziału Martini, oliwek, Aston Martinów, długopisów ze spadochronem i innych męskich zabawek. Szkoda, wielka szkoda. Nastąpiła również pewna zmiana w przypadku serwowania, bo tutaj trzeba mieszać, nie wstrząsać - farba akrylowa wodorozcieńczalna nie lubi wstrząsania, akceptuje za to delikatne mieszanie.

Agent Róż pojawi się ponownie w następujących wpisach:

- "Pozdrowienia z pracowni",
- "Maluje się tylko dwa razy",
- "Drewniane litery są wieczne",
- "Człowiek ze złotym aerografem",
- "Bloger, który mnie nie kochał",
- "Licencja na malowanie",
- "Drewno nie umiera nigdy",
- "Blog to za mało".



środa, 16 września 2015

Inicjały A & S, czyli mój ostatni raz

Jestem przekonany, że każdy z nas ma takie doświadczenia, których za wszelką cenę nie chce powtórzyć. Powody mogą być różne - i obiektywne,i subiektywne, i licho wie jakie jeszcze. Moja lista przeżyć, które są dla mnie traumatyczne, jest długa. Pewniaki są następujące: nikt już mnie nie namówi na malowanie drewna farbą ftalową; za żadne skarby nie obejrzę w telewizji paradokumentu, telenoweli i innych rolników, którzy kogoś szukają; nigdy nie kupię książki, która ma litery o wysokości jednego milimetra (chciałoby się powiedzieć - kto to widział?); nigdy już nie zjem w nocy kilku gruszek; a co najważniejsze - nie porwę się nigdy na wykonanie tytułowych inicjałów, czyli takich, które są duże i tworzą jeden element. Nie, nie, nie, prawdopodobnie nie, raczej nie, hmm, no może kiedyś. Tylko gruszki... tfuuu, tylko krowy - podobno - nie zmieniają zdania.



niedziela, 30 sierpnia 2015

"M & K". Inicjałów ślubnych ciąg dalszy

Co ja poradzę na to, że lubię wycinać litery z litej sosny. No nic nie poradzę. W związku z tym nadal wycinam. Wycinam, szlifuję, maluję - oczywiście wszystko "na wczoraj". Mam nadzieję, że trafię kiedyś na klienta, który powie, że nie muszę się spieszyć. Gdy tak się stanie, to chyba się upiję. Trzeba wierzyć, cuda się zdarzają - podobno.


poniedziałek, 27 lipca 2015

Inicjały i odrobina fioletu

Jasny fiolet nie jest zbyt popularnym kolorem, więc wypadało uwiecznić chociaż jeden zestaw, bo następna okazja nie trafi się zbyt szybko. Biały kolor nie pozwala na jakąkolwiek konkurencję w tej dyscyplinie - jak widać na poniższym zdjęciu, nie daje zapomnieć o sobie.

  

czwartek, 9 lipca 2015

E & R, czyli ponownie drewniane inicjały ślubne

Ostatnio trochę "zanudzam" inicjałami, ale co tam. Bardzo podoba mi się takie nudziarstwo, więc będę robił to namiętnie, ale nie złośliwie (bo nikt tu złośliwy nie jest). Biały kolor nikomu się nie znudzi, nie ma takiej możliwości. Biały to... biały, a "kolory koloru kolorowego" mogą mu nosić teczkę z... no właśnie, z czym? To sobie zabiłem ćwieka, teraz będę musiał o tym myśleć. Niby myślenie nie boli, ale różnie to bywa.


niedziela, 21 czerwca 2015

Inicjały ślubne i zielony kolor

Zielonych literek chyba tu jeszcze nie było, dziwne. Zielony napis był, ale nie litery. W takim razie mamy zwycięzcę w kategorii "Najbardziej ignorowany kolor". Może odcień, który uzyskałem, trochę poprawi niekorzystną statystykę. Na natychmiastową zmianę trendów nie liczę, ale kto wie, może ktoś się zainspiruje.





piątek, 29 maja 2015

"HOME" - mała litera, większa litera, jeszcze większa, największa

Dawno nie było tutaj napisu "HOME", czas nadrobić zaległości w tym temacie. W telegraficznym skrócie byłoby tak:

materiał - lita sosna,
kolor - czarny,
rodzaj farby - akrylowa,
technika malarska - pędzel,
wysokość najniższej litery - 110 mm,
wysokość najwyższej litery - 170 mm,
wiek - około czterech miesięcy,
wykształcenie - korespondencyjny kurs ninjutsu,
wartość - bezcenny.

Zapewne coś pominąłem, ale nie rozdrabniajmy się tak bardzo.






niedziela, 17 maja 2015

Nadal słonecznie, czyli jeszcze więcej żółtych liter

Niedawno uśmiechały się do Państwa żółte litery, które solidarnie tworzyły napis "MUSIC". Tak się stało, że pojawiły się nowe literki w kolorze bazującym na żółtym, więc i one również chciały się pięknie zaprezentować. No to niech się prezentują, a co tam.


wtorek, 5 maja 2015

Żółte litery się zebrały i "MUSIC" napisały

Niestety, nie jestem w stanie zaprezentować napisu w całej okazałości - nie mam zdjęcia, które uwieczniłoby finał. Gdy poprosiłem litery o ostatnie ujęcie, to usłyszałem coś, czego w zasadzie nie powinienem powtarzać. Mogę zdradzić jedynie, że nie było to nic miłego. Padły poważne zarzuty pod moim adresem, pojawiły się jakieś pretensje, a nawet groźby. Miałem jednak rację, żółte litery są nieobliczalne. Skandal! Chyba nawet się cieszę, że już nie mam tych liter. Człowiek poświęci się, odda kawałek siebie... a tu taka niegodziwość. Mam nadzieję, że nowy właściciel ma więcej cierpliwości ode mnie - wierzę, że uda mu się je odpowiednio "ustawić".









sobota, 25 kwietnia 2015

M & P, czyli kolejne wcielenie inicjałów ślubnych

Wymyśliłem sobie "nowe" literki, a co. Nie każdy lubi klasyczne wzory, a ja jestem od tego, żeby spełniać wszelkie zachcianki ("literowe" - to dla jasności). W związku z tym, że często ktoś życzy sobie "ale żeby nie były takie proste", to nie mam wyjścia, wycinam mniej proste. Czasem trzeba trochę się nagimnastykować, żeby dostosować dostępny krój do roli drewnianej modelki. Jedna litera nie chce stać samodzielnie, inna niby stoi, ale jakoś krzywo. Jeszcze inna ewidentnie nie pasuje do pozostałych, co wymusza jej modyfikację - rutyna, ale ciekawa. 

Tytułowy zestaw prezentuje się całkiem sympatycznie, co potwierdza moją teorię o ponadprzeciętnej urodzie litery "M". Biorąc pod uwagę wspomnianą urodę, to chyba najbardziej pokrzywdzona jest litera "I". W jej przypadku nie ma dużego pola do popisu, oj nie ma. Nawet "O" się śmieje z "I", że niby jest taka mało "skomplikowana". Być może to prawda, ale ja osobiście siedziałbym cicho na miejscu "O". Przyganiał kocioł garnkowi... czy coś w tym stylu.



środa, 15 kwietnia 2015

Mała, wielka litera

Czasem się zdarza, że ktoś zapragnie mieć drewnianą literkę w stanie naturalnym - niemalowaną, nielakierowaną, niewoskowaną itp (można wymieniać do woli, ilość sposobów wykończenia jest - jak wszyscy wiemy - nieprzebrana). W każdym bądź razie ma to być drewno i ono samo ma się obronić. Nie protestuję, a wręcz przeciwnie, przyklaskuję takiej idei z całych sił. Mało, że człowiek odpocznie sobie od farby, to jeszcze nacieszy oczy wdziękami "gołego" drewna (proszę nie doszukiwać się żadnych podtekstów, to nie na miejscu). Niestety, "a" było tak nieśmiałe, że w roli przyzwoitki musiało wystąpić stare krzesło. Jaki "fotograf", takie przyzwoitki... Przypadek? Nie sądzę.




środa, 8 kwietnia 2015

Drewniane litery, czyli deja vu

Drewniane litery, literki z drewna... mam dziwne wrażenie, że się powtarzam, ale niech tam. Zanim moje deja vu nasili się do poziomu obłędu, a w głowie zacznie wybrzmiewać już tylko nieznośne pytanie: "skąd ja znam te litery?", to jednak chciałbym jeszcze coś napisać o tych ozdobach. Generalnie nie lubię nikogo zanudzać i w konsekwencji wywoływać efektu lawinowego ziewania (lawinowego, bo ta czynność jest zaraźliwa), jednak w tym wypadku nie mam wyjścia, nadal będę zanudzał swoich ewentualnych gości. Trudno, niech stracę, nikt przecież nie obiecywał, że będzie wesoło i radośnie. Jestem już - mam nadzieję - usprawiedliwiony, w takim razie... Ta da! - literki! Ale sztuczka, muszę ochłonąć.


   
Iluzjoniści, robiąc numer ze znikaniem przedmiotów, mówią tak: "zniknąłem coś tam". Jeżeli znika królik, to oni mówią "zniknąłem królika". Taki branżowy slang, nie wnikam. Zastanawiam się jednak, czy to działa w drugą stronę. Jeśli tak, to ja teraz "pojawiłem" litery? Byłoby wspaniale, bo "znikanie" już opanowałem do perfekcji. Proszę bardzo, oto dowód dla niedowiarków - w czasie świąt "zniknąłem" trzy czekolady (jedną z nadzieniem, dwie z orzechami). Zrobiłem to tak profesjonalnie, że do teraz słyszę niedowierzanie domowników - "Niemożliwe, przecież były w lodówce, nie mogły zniknąć ot tak". Dziękuję za wyrozumiałość, znikam. Pojawię się niebawem.

poniedziałek, 30 marca 2015

Julka i ja

Drewniane literki są jak klocki, które można łączyć ze sobą w dowolny sposób. Przyznaję, że odpowiada mi ta dowolność. Techniczną kompatybilność czasem ignoruję, a w zasadzie zapominam o niej. Jest to skuteczna kuracja odświeżająca, bez dwóch zdań. Tytułowy napis jest właśnie skutkiem takiej zabawy z "klockami". Co tu dużo mówić - bardzo podoba mi się taka zabawa.




piątek, 20 marca 2015

Drewniane inicjały ślubne, czyli wszyscy jesteśmy "M"

Dziś muszę podzielić się pewną obserwacją, która balansuje na granicy statystyki i (chyba) Archiwum X. Sprawa jest ewidentnie dziwna i skrajnie podejrzana. Być może wchodzi w rachubę jakiś spisek, ale jeszcze nie jestem tego pewien. Odkryłem mianowicie, że co najmniej połowa z nowożeńców ma imię na literę M. Dochodzę nawet do wniosku, że jeśli ktoś ma imię na inną literę, to jednak wybiera dla siebie drewniane M. Tyle mówi sucha statystyka, kropka. Tak się składa, że wspomniana litera jest jedną z najbardziej pracochłonnych i skomplikowanych. Tutaj właśnie wietrzę spisek, może to jakaś kara dla mnie? No dobra, ale za co? Gdy tak kombinuję sobie, to dociera do mnie, że to "M" ma coś w sobie. Gdybym został zapytany, jaka litera podoba mi się najbardziej, to wymienię właśnie ją. Ulubiony kolor? - Niebieski (nie dotyczy samochodów, w tym wypadku żółty). Samochód czy motocykl? - Motocykl (może być żółty, ale Kawasaki Ninja to jednak zielony). Litera? - M. No tak, przecież to logiczne, nie mam pytań. Obawiam się, że w tym momencie zapomniałem, o co mi chodziło... Morał mi uleciał, upsss.

PS
Specjalne podziękowanie dla: Marii, Magdaleny, Mileny, Marceliny, Mirosławy, Moniki, Mai, Malwiny, Małgorzaty, Martyny, Mariki, Marioli, Marty, Marleny, Maryli,Matyldy, Melanii, Melity, Michaliny, Miry, Mirabeli, Mirandy, Modesty, Mieczysławy, Mścisławy, Manfredy, Manueli, Marceli, Marcjanny, Marcyny, Miłowany, Mechtyldy, Marianny, Miłowany i innych Pań o imieniu na tę literę. Imion męskich nie ma tutaj (Maria?), ale jeśli jakiś mężczyzna zamówi inicjały ślubne, to podziękuję mu osobiście - dając się zaprosić na przyjęcie weselne (nie tańczę - to mój jedyny warunek).







poniedziałek, 9 marca 2015

Jeśli widzisz drewniany napis "One", to wiedz, że coś się dzieje

Właśnie uświadomiłem sobie, że ostatni wpis pojawił się tutaj miesiąc temu. Zgodnie z wszelkimi zasadami panującymi na blogach, powinienem teraz strzelić  kwiecistą, płynącą prosto z serca samokrytykę i wyjaśnić, co takiego szczególnego ograniczało moją aktywność blogową. Nie wiem, czy przykryję zwyczajne i pospolite nygustwo jakąś sensowną wymówką, ale postaram się. Może wystarczy coś w tym stylu: miałem kilka telefonów do wykonania (w tym jeden międzymiastowy)... Będę szedł w zaparte, no chyba, że ktoś ma niezbite dowody na moje łgarstwo - trudno, wtedy się przyznam (zapewne będę jeszcze coś kombinował, ale ulegnę).
 
Jeśli napiszę, że niedawno zrobiłem napis z drewna, to raczej nikogo nie zaskoczę. Gdy dodam, że pomalowałem go na biało, to również nie wzbudzę sensacji. Rozmiar ozdoby także nie zrobi na nikim wrażenia, bo niby z jakiej racji. Mimo to będę się jednak upierał, że dzieje się. Jak się dzieje! Mam cichą nadzieję, że proboszcz tym razem daruje sobie publiczne upominanie mnie za zaniedbanie. Będę zobowiązany, a nawet mogę obiecać poprawę. Nie takie rzeczy się obiecywało.






wtorek, 10 lutego 2015

Cztery serca i cztery litery, czyli Love (me tender, love me sweet, never let me go)

Zbliżające się święto zakochanych wprowadziło w moje życie kilka delikatnych korekt (jak ja uwielbiam te życiowe, wymuszone "korekty"). Odstawiłem Rutinoscorbin, ożywiłem się do tego stopnia, że postanowiłem przesunąć termin ostatniego namaszczenia do następnego ataku zimowej depresji. Poza tym - zapewne w przypływie dobrego samopoczucia - zmieniłem ocenę swojego ogólnego stanu na "do bajpasów jeszcze co najmniej dziesięć lat" (poprzednio było "góra pięć"). A co najważniejsze, narysowałem nowy szablon. Żeby nie być posądzonym o skrajnie pozytywne nastawienie do rzeczywistości, nie wyciąłem "prototypu" (smerf Maruda mi tak doradził), a co! Wiosno przybywaj, kocham Cię!  

  Mam nadzieję, że moja propozycja na prezent walentynkowy spodoba się komuś. Serca można pomalować, można również pozostawić drewno w naturalnym stanie. Ozdoba może stać, może wisieć, co kto lubi. A tak w ogóle to skandal, żeby takie rzeczy pisać! Witaminę C trzeba jednak brać!




niedziela, 1 lutego 2015

Literki? Na pewno?

  Psychiatrzy często stosują starą, niezwykle podstępną metodę, której kwintesencją jest pytanie o mniej więcej takiej treści: co widzisz na tym obrazku? Żeby wymienić na przykład filmy, w których występuje taka scena, to trzeba by poświęcić na to kilka nocy i kilka butelek wina. Przyznam szczerze, że raczej nie chciałbym być obiektem takich badań, bo obawiam się, że moja "radosna" interpretacja wskazanych obrazów, połączona z gorliwym szukaniem podstępu, mogłaby postawić mnie w niezręcznej sytuacji. Zresztą, chyba nie tylko ja musiałbym świecić oczami po usłyszeniu wspomnianego pytania. W związku z powyższym proszę nie pytać mnie o to, dlaczego litery na zdjęciach są właśnie takie. Nie mam rozsądnego wyjaśnienia, może poza jednym, które raczej bardziej sprawę zamota, niż rozjaśni: tak chciały głosy. Co poradzić, bywa.

  Swoją drogą - jeden powie ci, żeby słuchać swojego wewnętrznego głosu i liczyć się z nim, a inny zapyta ze zdumieniem: ty słyszysz jakieś głosy? Tych drugich unikam.




poniedziałek, 26 stycznia 2015

Szczypta mchu, odrobina kory...

  Człowiekowi wydaje się, że już mało co go zaskoczy, a tu niespodzianka. Ktoś wylicza: drewno liściaste, drewno iglaste, drewno rodzime, drewno egzotyczne, drewno krzewów, drewno polimerowe... No tak, racja... zaraz, zaraz! Jakie drewno polimerowe? To co, o to co zwykle? Stoi, przyjmuję zakład. A no takie: http://dm-system.pl/drewno-polimerowe/ W związku z tym, że każda okazja jest dobra, żeby się napić... nie protestuję. Zaczynam nawet kombinować w odpowiednim kierunku - jak byłoby wspaniale, gdyby tak móc samemu "wyczarowywać" drewno dla siebie. Ech, rozmarzyłem się. Panom z tartaku, którzy tak namiętnie dowcipkują sobie ze zmęczonych klientów i ich czerwonych krawatów, podziękował bym za współpracę gestem Kozakiewicza! Bo to nie krawat, tylko język!



piątek, 23 stycznia 2015

Daj Pan spokój z tymi kotami...

Koty to chyba jedyne stworzenia, które potrafią obudzić bestię w niespotykanie spokojnym człowieku, będąc zarazem nad wyraz słodkimi istotami. Z związku z tym, że kocia słodkość chwilowo uśpiła moją bestię, postanowiłem zaprojektować i wyciąć nowe koty. Zadanie nie było zbyt skomplikowane, bo miałem wyjątkowo wdzięczne modele. Tak się prezentują w nadzwyczaj rzadkiej chwili wytchnienia:



























wtorek, 20 stycznia 2015

Bohatera powietrzem?

   Jakiś czas temu mój wysłużony kompresor zbuntował się i powiedział coś w tym stylu: jestem już mocno zmęczony i właśnie w tej chwili zrywam z tobą jakąkolwiek współpracę. Jak powiedział, tak zarobił. A zrobił to bardzo efektownie - oprawa była dźwiękowa i wizualna. Nie pozostałem dłużny i odpowiedziałem na tę niecną prowokację wirtualną wizytą w takiej oto krainie: http://pneumaticon.pl/ oraz uwagą, że na razie to ja decyduję o tym, z kim i kiedy kończę współpracę. Zdarza się, ale niesmak po kłótni pozostał. Pozostała również refleksja, która brzmi następująco: nie wyobrażam sobie zabawy z drewnem i pilarkami włosowymi bez udziału w tym procederze kompresora. Muszę również dodać, że bardzo rzadko wykorzystuję go do malowania natryskowego, co wydawałoby się naturalne. Nic z tych rzeczy. Wykorzystuję sprężone powietrze do czyszczenia liter i napisów z pyłu, który powstaje i osadza się na nich podczas szlifowaniu za pomocą szlifierki taśmowej. A trzeba dodać, że pył ten osadza się we wszelkich zakamarkach i przywiera z taką determinacją, jakby mu za to płacono. Oczyszczenie jednego napisu nie jest problemem, dwóch - również, ale przy przedmuchiwaniu trzeciego, to już zaczynam widzieć gwiazdy, przy czwartym wyraźnie widzę gwiazdozbiór, a przy piątym otwiera się przede mną tunel ze światłem, które wabi mnie do środka... Dziękuję, nie dmucham.
                                                                                                       

                                         Dawno, dawno temu w odległej galaktyce.






niedziela, 11 stycznia 2015

Kaczuszka. Wzór do pobrania

Pierwszy wpis w tym roku wypadałoby zacząć optymistycznym akcentem. Czy kaczka spełnia taki warunek? Po krótkim zastanowieniu stwierdzam, że tak - jak głęboko nie byłoby, one zawsze mają wody tylko po pas. Czyż to nie piękna "cecha"? Pozazdrościć. Mam nadzieję, że moje kaczuszki spodobają się komuś i powstanie ich dużo. W rzeczywistości prezentują się bardzo sympatycznie, jednak są również całkiem fotogeniczne (w przeciwieństwie do piszącego te słowa). Zapraszam do pobrania wzoru i życzę owocnej realizacji.