poniedziałek, 29 grudnia 2014

Zabawny stworek. Wzór do pobrania

Obawiam się, że jestem seryjnym... twórcą potworów. Właśnie wymyśliłem i "ożywiłem" następnego. Cóż, nikt - podobno - nie jest idealny. Mam nadzieję, że spodoba się komuś i ten ktoś wykona takiego "niedojdę" dla siebie. Gdybym był bardzo złośliwy, to powiedziałbym, żeby stworek się tak nie cieszył, bo... bo i tak nie poleci. Złośliwy nie jestem (jasne, jasne...), więc siedzę cicho i nic takiego nie mówię. Zapraszam do realizacji - wzór można pobrać z linku, który znajduje się w opisie filmu.

                                                                                                                                                         


























sobota, 20 grudnia 2014

Silne serce. Wzór do pobrania

Niniejszy wpis umieszczam w zasadzie tylko po to, żeby Państwa ostrzec. Nigdy nie przypuszczałem, że spotka mnie coś takiego. Coś, czego nie jestem w stanie dokładnie opisać, ale jestem przekonany, że to coś złego, nawet bardzo złego. Wydawało mi się, że zabezpieczę się przed tym, ale myliłem się, niestety. Chyba zwyczajnie uczciwe postępowanie w teraźniejszości nie uchroni człowieka przed złą przyszłością, teraz to wiem. Stało się, stworzyłem potwora! Sam nie wiem, co poszło nie tak, w którym momencie zaczęło się złe, nie wiem. Nie wiem nawet, czego oczekiwałem. Prawdopodobnie to moja próżność i poszukiwanie nowych doznań - znalazł się nowy doktor Frankenstein. Dziś jest już po fakcie, niczego nie jestem w stanie naprawić, niczego nie cofnę. Mogę jedynie zachęcić do... wycięcia swojego "potwora". Link - tradycyjne - znajduje się w opisie filmu. Zapraszam.

   To miało być takie dobre serce, ech...


                                                                                                                                                   


piątek, 12 grudnia 2014

Kot. Wzór do pobrania

Przygotowałem wzór zwierzaka, którego nie może zabraknąć w kolekcji, w jakiejkolwiek kolekcji. Kot ma być i kropka. Kto nie ma kota, ten... go nie ma i tyle (ale mądrość tybetańską wymyśliłem, szok). Trochę nagimnastykowałem się z bestią, moje domowe sierściuchy nie chciały pozować (za darmo), więc poradziłem sobie sam. Zapraszam do pobierania wzoru (link znajduje się w opisie filmu) i do realizacji. Zapewniam, że z biegiem czasu uzbiera się tutaj pokaźna ilość wzorów na pilarkę włosową - to dopiero rozbieg. Kot tymczasem biegnie w czołówce maratonu wzorów - taki charakter widocznie...

                                                                                                                                                       

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Wesoła gwiazdka. Wzór do pobrania

Dziś prezentuję prawdziwą gwiazdę, bez dwóch zdań. Mam nadzieję, że wzór spodoba się i doczeka wielu realizacji. Ozdoba jest duża i - moim zdaniem - efektowna, sprawdzi się idealnie w pokoju dziecka. Zresztą, co ja będę tłumaczył, każdy zrobi po swojemu. Tradycyjnie - link do wzoru znajduje się w opisie filmu. Zapraszam do wycinania.

                                                                                                                                                    


























sobota, 6 grudnia 2014

Pieski. Wzór do pobrania

Opracowywanie własnych wzorów jest bardzo przyjemne. Nie da się ukryć, jest to satysfakcjonujące zajęcie. Radość jest tym większa, gdy spotyka się to z zainteresowaniem i aprobatą innych. Tak się składa, że coś mnie pcha w stronę zabawek i ozdób, które starają się wymuszać uśmiech na twarzach dzieci. Co poradzić, nie będę z tym walczył. Tym razem również poszedłem tą drogą, drewniane pieski to raczej propozycja dla małych "rączek". Wzór można pobrać z linku, który znajduje się w opisie filmu. Jest tam pięć ozdób o różnych rozmiarach - ja wyciąłem wszystkie, cały zestaw. W kolejce czekają następne projekty i wzory, będzie co robić - zapraszam. Zapytam bez ogródek - parafrazując pewnego sekretarza z przeszłości - to co, wycinamy?

                                                                                               























czwartek, 4 grudnia 2014

Prezenty dla obserwatorów. Rozdanie drugie

   Obiecałem kiedyś, że takie niespodzianki będą zaskakiwać moich obserwatorów. Co tam obiecałem, ja wręcz groziłem. Tym razem przygotowałem dwa zestawy z litej sosny, które składają się z konika, pieska i domku. Mam nadzieję, że znajdą się dwie osoby, które przygarną ozdoby w zamian za ładny uśmiech. Jeżeli ktoś uważa, że moim zwierzętom będzie dobrze u niego, to zapraszam do napisania komentarza. Autorzy dwóch pierwszych wpisów mogą oficjalnie czuć się zaskoczonymi. Będzie mi bardzo miło, zapraszam.

                                                                                                Jacek


piątek, 28 listopada 2014

Drewniane domki. Wzór do pobrania

Stara prawda mówi, że zabawki nie muszą latać, śpiewać i tańczyć, żeby spełniać swoje zadanie. Zgodnie z tą zasadą postanowiłem zrobić coś, co jest proste w formie, ale jednocześnie bardzo kreatywne. Zbudować własne miasteczko - proszę bardzo, pomalować według uznania - nie ma sprawy. Drewniane zabawki są prawdopodobnie bezkonkurencyjne w kategorii fantazja, trudno to negować.

Moje domki powstały z drewna sosnowego, zrezygnowałem z jakiegokolwiek zabezpieczenia powierzchni. Można wyciąć wszystkie szczegóły, ale nie jest to konieczne. Wzór można pobrać z linku, który znajduje się w opisie filmu. Zapraszam do realizacji.

                                                                                                                                                




















czwartek, 13 listopada 2014

"Family" - trochę inny napis

   W rodzinie jak to w rodzinie - jeden jest wysoki, drugi ma siwe włosy, a inny jest przystojny.  Wieża Babel różnorodności wszelakich, mieszanina charakterów, osobowości, preferencji i potrzeb. Wszyscy to wiemy, ale jak to przenieść do świata napisów? Jak to zobrazować? Może pomieszać i poplątać  różne kroje liter? Pozostaje jedynie z żalem zapytać: dlaczego dopiero teraz na to wpadłem? Co się odwlecze, to się... Wiem! Zapomniałem, że miałem stworzyć taki napis!, tu cię mam! Tak, plany były już dawno, jednak zapomniałem. Standard. My name is Zapomniałem, Jack Zapomniałem! Niestety, licencja tylko na wycinanie.

   Tak sobie kombinuję, że ta słaba pamięć to może od tych Snickersów. Nie wiem dlaczego, ale pewna osoba - zawsze po przeczytaniu mojego nowego wpisu - niezmiennie poleca mi taka przekąskę. Że niby co? Ja gwiazdorzę? Bezeduraaaa! Wypraszam sobie! Chociaż... A napis jaki ładny, taki czarny - Family.


                                                                                              Jacek 

                                                                                                            

piątek, 10 października 2014

Jak literki w filmie grały

   Niniejszy blog funkcjonuje prawie dwa lata. W ciągu tego czasu zebrała się tu całkiem spora ilość zdjęć. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy ma ochotę na zabawę w archeologa i żmudne poszukiwanie interesujących go "obrazków". W związku z tym postanowiłem zebrać najciekawsze zdjęcia i przedstawić je w formie małej prezentacji. Skromnie, kameralnie, bez efektów specjalnych rodem z Hollywood i intrygującej historii miłosnej z Bollywood. Jeżeli ktoś ma ochotę "rzucić okiem" na ten eksperyment, to zapraszam.

                                                                                                                                                   Jacek


niedziela, 5 października 2014

Listy do redakcji

    Tak sobie myślę, że chyba powinienem zaadaptować część bloga na kącik typu "Redakcja odpowiada na listy" lub "Listy do redakcji". W związku z tym, że specjalnie wydzielony folder w mojej poczcie elektronicznej jest wypełniony różnymi pytaniami od zainteresowanych (zachowuję tego typu korespondencję), postanowiłem w przyszłości poruszyć najbardziej nurtujące kwestie. Staram się sumiennie odpowiadać na pytania, zawsze.  Byłem przekonany, że na blogu jest już wszystko, co pomoże rozpocząć przygodę w pilarkami włosowymi. Okazuje się, że dużo wątpliwości wzbudza na przykład malowanie i wszystko, co tego dotyczy. Skoro tak jest, to wypadałoby obiecać, że podzielę się swoim doświadczeniem (nie takie rzeczy już obiecałem, co mi szkodzi obiecać). Wiele osób wykazuje daleko posuniętą nieśmiałość i woli zadawać pytania poprzez pocztę e-mail, w związku z tym duża część porad nie zostaje utrwalona w tym miejscu - na blogu. Mam nadzieję, że uda mi się to zmienić (chcąc być konsekwentnym powinienem powiedzieć następująco: nie takie rzeczy już zmieniałem).
                                                                                                 Jacek


środa, 3 września 2014

Drewniane litery w kącie stały

   Litery na załączonych zdjęciach grzecznie stoją i udają, że nic się nie stało. To pozory. Jedynym sposobem na okiełznanie i uspokojenie było nastraszenie ich, że pierwszego września pójdą do szkoły. W zasadzie, to tylko troszeczkę pomogło, całkowitą ochotę na wygłupy odebrało im dopiero obwieszczenie jesiennej ramówki telewizyjnej. Gdy "H" usłyszało, że będzie musiało obejrzeć wszystkie odcinki programu "Rolnik szuka żony", to zbladło i zaczęło krzyczeć jak opętana bohaterka "Egzorcysty". Gdy "O" dowiedziało się, że będzie musiało oglądać nową serię "Tańca z gwiazdami", to zaczęło się kołysać na boki i w końcu zemdlało. "M" natomiast - na samą myśl o reality show pod wieloznacznym tytułem "Kto poślubi mojego syna?" - rozpłakało się i obiecało, że już nigdy więcej, przenigdy. Gdy przyszła kolej na "E", to od razu zaczęło się jąkać i coś tam marudzić, nic nie zrozumiałem. Ale nie dziwię się, gdybym musiał oglądać takie hity jak: „Ukryta prawda”, „Dlaczego ja?” i „Trudne sprawy” (bo tym zagroziłem), to chyba na jąkaniu nie skończyłoby się. Obawiam się, że podzieliłbym los bohatera "Lotu nad kukułczym gniazdem", czyli zamknięcie w specyficznym zakładzie. Pocieszające byłoby tylko jedno - siostra oddziałowa Ratched nie pozwalała włączać telewizora.

                                                                                                                                           Jacek




piątek, 8 sierpnia 2014

Inicjały ślubne koloru kolorowego, a nawet różowego

   Można śmiało powiedzieć, że drewniane inicjały na stołach weselnych to już nieodłączny element nowej, ale już okrzepłej tradycji. Tak się składa, że jestem pośrednio zamieszany w ten proceder, co mnie zresztą cieszy. Drewniane litery odnajdują się w takich okolicznościach wyśmienicie, wręcz wzorcowo. Kolory tych ozdób to temat na długą opowieść, dziś jednak "występują" literki mające powiązania z szeroko rozumianym różem. Wiadomo nie od dziś, że kolor różowy ładny jest.

                                                                                                                                                Jacek


poniedziałek, 21 lipca 2014

"BON APPETIT" - naturalna sosna

   Bardzo się cieszę, gdy ktoś zażyczy sobie niemalowany napis. Przyznaję, że zdarza się to rzadko. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale tak jest. Napis wykonany z sosny nie musi się prężyć i napinać, żeby być pięknym. Ten na zdjęciach nie jest mały, co daje dodatkowy bonus. W zasadzie piękno nie zależy od rozmiaru, ale różnie to bywa. Ja na przykład niedawno dowiedziałem się z reklamy telewizyjnej, że nie liczy się rozmiar samochodu... tylko rozmiar jachtu. Trochę się pozmieniało.

                                                                                                                                                      Jacek




czwartek, 26 czerwca 2014

Inicjały ślubne na wakacjach

   Prezentowane inicjały wykorzystały kilka ciepłych dni i relaksowały się. Robiły to, co uwielbiają - czyli nic. Leżenie na desce w promieniach słońca to wedle mojej wiedzy raczej "nic". Zapewne znajdzie sie ktoś, kto oburzy się i powie, że opalanie się to ciężkie i wyczerpujące zajęcie. Być może, być może, ale ja będę się upierał, że opalanie się to jedna z najnudniejszych rzeczy, jakie można robić. Zdania nie zmienię, jestem uparty. O przepraszam, mam lepsze określenie - jestem wytrwały w dążeniu do celu. Brzmi lepiej, zdecydowanie lepiej. Mówiąc szczerze, już nawet miałem sprawdzić, jak to jest pracować w pocie czoła na czerniaka, gdy nastała zima w czerwcu, szok. Jako osobnik ciepłolubny wystraszyłem się i nawet w przypływie desperacji zacząłem szukać wakacyjnej promocji kożuchów albo czegoś o podobnym zastosowaniu. Swoją drogą, jak to teraz będzie, będą zimowe kożuchy i letnie kożuchy? Jak je będzie można odróżnić? Dosyć, że człowiek szuka w "sieciówce" męskiego działu z ubraniami przez godzinę, to teraz jeszcze to. Koniec świata, teraz nawet lato przeciwko mnie. 
   Z tymi inicjałami też była afera, bo klientka chciała białe, a te spiekły się na brąz, ech. Jedno mnie jednak cieszy, nasi piłkarze zapewne świetnie radzą sobie na mistrzostwach w Brazylii, oczywiście na plaży Copacabana, bo tam można sobie poleżeć bez wygranych eliminacji.

                                                                                              Jacek




niedziela, 15 czerwca 2014

Grafitowy "dream"

   Dziś skromnie, "delikatny" napis w kolorze grafitu. Ozdoba jest już od dawna u swojej właścicielki, ale tak się złożyło, że nie było okazji na prezentację. Niestety, taki los spotyka większość moich napisów. Również często jest tak, że dopiero po nadaniu przesyłki przypominam sobie, że nie zrobiłem zdjęć. Na usprawiedliwienie mam tylko to, że zawsze wiem, że o czymś zapomniałem. Chociaż tyle.
   Wracając do napisu, a w zasadzie do jego koloru - chyba podświadomie znalazłem to zdjęcie. W ostatnim czasie mam swoisty festiwal kolorów dziwnych, dziwniejszych i najdziwniejszych, a grafit idealnie koi moje cierpienia powstałe w wyniku obcowania z tymi fuksjami i innymi cudakami.


                                                                                                                                                     Jacek


niedziela, 8 czerwca 2014

Inicjały ślubne - czerń i czerwień

   Takiego zestawienia kolorów dawno nie było tutaj, w przypadku inicjałów ślubnych jest to raczej odważna kombinacja. Nieczęsto ktoś rezygnuje z bieli i innych kolorów mających "licencję" na tego typu uroczystości, jednak są wyjątki. W zasadzie cała ozdoba jest nietypowa. Nie wszystkie litery można połączyć w ten sposób, ale w tym wypadku było to możliwe. Malowanie tego typu kombinacji nie należy do zupełnie bezstresowych, przyznaję.

   Chciałem napisać, że litery wraz z sercem tworzą nierozerwalną całość, ale zaniechałem tego. Po chwili zastanowienia stwierdziłem, że nie mogę mieć co do tego stuprocentowej pewności. Powód jest prozaiczny, nie takie przedmioty pękały na przyjęciach weselnych. Być może w tym wypadku było inaczej.


                                                                                                                                                   Jacek




środa, 28 maja 2014

Drewniane inicjały dobre na wszystko

   Drewniane litery tworzące inicjały na dobre wpisały się w weselną tradycję. Pomysłowość zainteresowanych nie ma granic. Dotyczy to kroju liter, jak również ich wykończenia. Kolor biały króluje, jednak zdarzają się wyjątki. Dziś jednak nie będzie o mniejszości, pięć minut ma klasyka w najczystszym wydaniu - biały, biały i jeszcze raz biały. O pomysłowości dotyczącej rozmiarów wspomnianych ozdób nie będę się rozwodził, jednak niedawno miałem ciekawą propozycję, chodziło o litery na stół weselny, wersja mini, nienachalna, nierzucająca się w oczy... o wysokości jednego metra. Czyżby jednak rozmiar miał znaczenie? 

PS
   Inicjały bohaterów zostały zmienione, a scenariusz wpisu powstał na podstawie prawdziwej plotki.

                                                                                                                                                 Jacek



























czwartek, 15 maja 2014

Duże litery - bordowy kolor w akcji

   Drewniane litery przeznaczone do zamocowania na ścianie to klasyka. Jedne są małe, inne duże, nic odkrywczego. Kolory, które są bezsprzecznymi liderami to biały i czarny. Gdybym miał wytypować trzeci kolor, który jest choć w zbliżonym stopniu popularny, to... to chyba nie wyrywałbym się do odpowiedzi. Bezpieczniej byłoby powiedzieć, że trzeciej nagrody nie przyznano w tej kategorii. W związku z tym, każde nowe wyzwanie kolorystyczne jest mile widzianą odmianą. Mile widzianą, owszem, ale pod jednym warunkiem - nie może to być kolor bordowy, a już szczególnie bordowy z połyskiem. Cóż, nie ma lekko, nikt nie  obiecywał, że tak będzie.

   Jest pewna "dyscyplina", w której biały i czarny nie mają najmniejszych szans z kolorem bordowym. W tym przypadku kibicuję bordowemu z całych sił. Mam na myśli lakiery do paznokci. Tak uważam i tej wersji będę bronił.

                                                                                                 Jacek










wtorek, 6 maja 2014

"DRUMS" i "GROOVE"

   Przeglądając swoje wpisy na blogu doszedłem do wniosku, że większość notek zbacza w kierunku filmu albo muzyki. Dziwne to i zastanawiające. Po chwili namysłu zdecydowałem, że nie będę z tym walczył. W ramach ugruntowania tego trendu prezentuję dwa napisy "muzyczne" - "DRUMS" i "GROOVE". W tym wypadku przerost formy nad treścią nie był wskazany, wybór czcionki był tego skutkiem. Z kolorem również nie było problemów, w grę wchodził jedynie czarny, alternatywy nie było.

   Napisy zrobione, ale wspomniana wcześniej sprawa nie daje mi spokoju. Skąd te dwa tematy na moim blogu? Tym bardziej mnie to dziwi, że do kina przestałem chodzić wraz z pojawieniem się filmów dźwiękowych. Skandal!


                                                                                              Jacek



piątek, 25 kwietnia 2014

Dwa połączone serca - wzór do pobrania

   Pierwszym wzorem, który można było pobrać (w zakładce "WZORY DO POBRANIA") było serce. Kolejnym projektem są dwa połączone serca. Łącznik jest typowy dla puzzli. Tradycyjnie, żeby zobrazować projekt, wykonałem "prototyp". Wyciąłem serca o wysokości 90 mm (szablon zawiera również ozdobę o wysokości 80 mm). Na materiał wybrałem litą sosną. Po wycięciu i ostatecznym szlifowaniu, grubość serc wynosi około 23 mm. Całość pomalowałem jasną, czerwoną farbą akrylową. 

   Zapraszam do pobierania wzoru i do realizacji. Projekt jest stosunkowo prosty, jednak o ekskluzywność zadba, jak zwykle, wykończenie. Wydaje się, że będzie to idealny prezent, który uczyni z nas "bohatera w swoim domu". Zepsuty zamek w drzwiach - banał. Cieknący kran - banał niewart zachodu. Niedziałający "kontakt" (ten, który "żywi" odkurzacz) - pffff, banał, banał. Dwa sprytnie połączone serca - o ty mój bohaterze (słowo "mały" może być źle odebrane w tego typu pochwale)!


                                                                                               Jacek 



czwartek, 17 kwietnia 2014

Prezenty dla obserwatorów - koniki Dala w akcji

   Z okazji "bez okazji" i w ramach niespodzianki, postanowiłem nagrodzić swoich obserwatorów. Nagrodą są trzy zestawy koników Dala. Każdy zestaw składa się z dwóch ozdób wykonanych z litej sosny. Są to koniki specjalnie wybrane na tę okazję. Śmiało można nazwać je rustykalnymi. Powodem jest pozostawiona surowa, naturalna powierzchnia deski. Delikatne przecieranie podkreśliło wspomniany efekt. Kolory są widoczne na zdjęciu - czarny, biały, różowy.
   Liczba moich obserwatorów jest spora, w związku z tym skorzystałem z generatora losowań (ale ta technika poszła do przodu, niedługo pewnie wymyślą telefony bez kabla, szok). "Najświeższy" obserwator otrzymał najwyższy numer i był punktem odniesienia. Generator wskazał trzy liczby. Po skrupulatnym dopasowaniu wylosowanych numerów do nicków obserwatorów, uroczyście oświadczam, że zwycięzcami są:

Kamila Kwiatek
Artulka Ula
Weekendowa Kuchenka

   Mam nadzieję, że nagrodzone osoby zaakceptują taką niespodziankę. Wspominałem już, że lubię sprawiać radość? Wiem, wiem, wspominałem. W związku z tym, że koniki Dala przynoszą szczęście, proszę spodziewać się efektów tego oddziaływania (żeby nie było, że nie ostrzegałem). Jeżeli ktoś lubi być smutnym i nieszczęśliwym, to mam złą wiadomość dla niego - koniec z tym!
"Obdarowanych" proszę o podanie danych do wysyłki (w zakładce "KONTAKT" jest mój wirtualny adres).

   Być może następnym razem uśmiechnie się ktoś inny. Obiecuję, że ponownie "zaatakuję" bez ostrzeżenia, proszę traktować to jako groźbę. Już widzę te tytuły w gazetach, na przykład taki: "Bezwzględny bloger znów zaatakował nagrodami. Psychoza trwa. Kto następny?".

                                                                                            Jacek




piątek, 11 kwietnia 2014

Ja to mam szczęście!

   Nie, nie mam zamiaru chwalić się wyjątkową przychylnością niebios, proszę nie brnąć zbyt brawurowo w domysły. Uspokajam, na pewno nie trafiłem szóstki w totka, nie złowiłem złotej rybki (nawet jakbym ją złowił, to usłyszałbym: cześć, jestem złotą rybką i mam trzy życzenia... zawsze tak mam, zawsze), nie zostałem jedynym spadkobiercą fortuny, nic z tych rzeczy. Zrobiłem natomiast coś, co dało mi powód do uśmiechu. Jako zwolennik i wyznawca teorii, że na szczęście trzeba sobie zapracować, wyciąłem napis, który nie pozostawia niejasności, mianowicie - "Szczęście". Takie małe szczęście, trzydzieści centymetrów szczęścia. Może to jakaś wizualizacja, może to rodzaj talizmanu, zaryzykowałem, co miałem do stracenia. Jedno jest pewne, od tego momentu poczułem, że coś się zmieniło. Dziwne, ale tak było. Szczęście zaczęło się rozmnażać, nie do wiary. Przede wszystkim zaskoczyło mnie to, że nie złamałem tego delikatnego napisu już w trakcie wycinania. Co tam w trakcie wycinania, szczęśliwie doprowadziłem realizację do końca. Kolejną oznaką pozytywnej emanacji napisu było to co się stało, gdy nieopatrznie zostawiłem go sam na sam z dwoma kotami, które potrafią zepsuć nawet metalową kulkę. Gdy sobie to uzmysłowiłem, zobaczyłem oczami wyobraźni miejsce katastrofy i jej efekty. Do końca życia tego nie pojmę, napis był cały, a szczęka boli mnie do teraz, bo opadła na terakotę. Przecież to cud! Oczywiście nie ból szczęki, ale szczęśliwe ocalenie małego, bezbronnego i niewinnego (biały) napisu. Po tych doświadczeniach nie chciałem już więcej kusić losu, a musiałem jeszcze zrobić zdjęcia. Wziąłem aparat w jedną rękę, napis w drugą i poszedłem. Nawet się nie wysilałem, żeby szukać ciekawego miejsca, poszedłem do ogrodu, wybrałem pierwsze lepsze. Kilka razy nacisnąłem migawkę i to wszystko. Gdy przyszła pora na przegląd efektów, to... to szczęka opadła mi ponownie i ból zaatakował ze zdwojoną mocą. Jest to pewne i udowodnione naukowo, nawet jakbym się dwoił i troił, nawet jakbym się starał ze wszystkich sił (nawet jakbym zjadł tysiąc kotletów, i sapał, i stękał... itp.), to takiego zdjęcia już bym nie zrobił. To normalnie ponowny cud, magia jakaś? Jedno mnie tylko zastanowiło, gdy poszedłem szukać tego miejsca, to już go nie znalazłem. A napis? Po prostu zniknął, wyparował. Po czasie zastanawiam się, czy w ogóle był. Nie będę tego roztrząsał, zdjęcie w każdym bądź razie jest. W końcu ze szczęściem tak już bywa, czasem znika. Ja to mam "Szczęście"...

                                                                                                   Jacek



niedziela, 6 kwietnia 2014

"Rodzina"

   Tym razem posłużę się fragmentem piosenki Artura Andrusa, nie mogłem się powstrzymać. Można powiedzieć, że jest to idealna ilustracja muzyczna dla tego napisu. Takiej wersji będę się trzymał.
   Przed Państwem, w numerze mrożącym krew w żyłach...

 "Czyś ty wybranka punka, czyś ty dziewczyna skina
Najważniejsza, najważniejsza jest rodzina
Czyś ty skinheada stryj, czyś ty punkowy wuj
Najważniejsi - matka twa i ojciec twój

Czyś ty wybranka punka, czyś ty dziewczyna skina
Najważniejsza, najważniejsza jest rodzina
Czyś ty jest ojciec punk, czyś ty małżonek skin
W życiu liczą się tylko: żona, córka i syn".


                                                                                                   Jacek 

                                                                                                                   

poniedziałek, 31 marca 2014

"Dolce Vita" - słodkie logo

   Ostatnim razem opisałem logo zespołu Linkin Park. Z wiadomych powodów był to temat muzyczny. Jeżeli ktoś - sugerując się tytułem - oczekuje tematu filmowego, to muszę go rozczarować, słodko rozczarować. Dziś tematem przewodnim są słodkości w postaci tortów i innych cudów cukierniczych. Dzieje się tak, ponieważ Pani Ola - która wyczarowywuje wspomniane "testery silnej woli" - zapragnęła zmaterializować swoje logo, które będzie zdobiło jej pracownię. Zadanie było pozornie łatwe, ale tylko pozornie. W zwiazku z tym, że wspomniana Pani "obserwuje " mnie już od dłuższego czasu, czułem się  tak, jakby ktoś patrzył mi na ręce. Poziom stresu wzrósł mi z 3,34 do 3,36 (gdy na przykład idę w czerwonej koszuli i staje mi na drodze przypadkowo spotkany byk, to mam 3,35). "Odprawa bojowa" była krótka: "Wielkie litery mają mieć dwanaście centymetrów wysokości i mają być różowe, elipsa ma być biała. Całość proszę delikatnie przeszlifować. Czekam niecierpliwie na przesyłkę". No cóż, waleriana zbiła poziom stresu do sensownego minimum, w wyniku czego realizacja przebiegła miło i sprawnie. Białe, eliptyczne tło ma pięćdziesiąt pięć centymetrów szerokości, czyli sporo. Wykonałem je ze sklejki o grubości dwunastu milimetrów. Litery mają natomiast sześć milimetrów grubości i również zostały wykonane ze sklejki. Przed montażem, całość (tło i litery) została delikatnie przetarta drobnoziarnistym papierem ściernym. Potwierdziła się stara prawda - pisałem to już kiedyś - kolor biały i różowy pięknie współgrają i tworzą wyjątkową kompilację. Ktoś, kto ma silną "alergię" na róż, zapewne nie potwierdzi tego.

   Moje zadanie wykonane. Poczta Polska również wywiązała się sprawnie ze swoich obowiązków. Cieszy mnie to niezmiernie, bo paczka była słusznych rozmiarów i sporo ważyła. Ufff, po tym wszystkim wypadałoby się trochę zrelaksować. Może jakaś wojna na torty, kto chętny? Jak by co, to ja rzucam tym tortem (1,9 kilograma to sporo...). Uwaga! Leci!


                                                                                                Jacek





piątek, 28 marca 2014

Gorączka sobotniej nocy - logo zespołu Linkin Park

   Dziś będzie temat muzyczny. Litery i napisy wyrywają się, żeby "błyszczeć", ale chwila odpoczynku im się przyda. Wyjdzie im to tylko na dobre. Zgodnie z zasadą, że nie samymi literami i napisami żyje człowiek, prezentuję wykonane kiedyś logo zespołu Linkin Park. Gdy usłyszałem, o jaką ozdobę chodzi, to już wiedziałem co mnie czeka, oj wiedziałem. Dzień realizacji i temat "muzyczny" stworzyły moją prywatną gorączkę sobotniej nocy. Wieczorem wszedłem do pracowni dokładnie tak samo jak John Travolta do dyskoteki w tym kultowym filmie - krokiem tanecznym, w takt piosenki " Stayin alive" zespołu Bee Gees, rozglądając się przy tym w charakterystyczny sposób (w filmie od 1:08 do 1:20). W zasadzie, w tamtym momencie skończyły się wszystkie podobieństwa między mną a Travoltą. Jeśli on tańczy w pierwszej lidze, to ja jestem w innym miejscu, kilka lig niżej i nie mam zamiaru awansować wyżej. Zresztą, gdybym miał na sobie taką koszulę jak on wtedy, to na bank zaplątałbym się w ten gigantyczny kołnierz. Całe szczęście, że nie muszę żyć z tańca. Wolę wycinać literki z drewna, w tym czuję się pewniej. 
   Kolejny sobotni wieczór minął, wniosek jest prosty: jaka sobota, taka gorączka (a może odwrotnie?). Najważniejsze, że ozdoba została wykonana "za jednym podejściem", bo niedzieli z Bee Gees prawdopodobnie już bym nie przeżył. Pocieszające jest to, że jutro znów sobota i... "Ah, ha, ha, ha, stayin' alive, stayin' alive".

PS
   Mój sceptyczny stosunek do tańca jest ściśle związany z moim racjonalizmem. Ciekawe, czy wszystkie osoby, które lubią tańczyć, zadają sobie równie racjonalne pytanie: co będzie, jak na Ziemi wylądują kosmici i zapytają o tę dziwną czynność, którą wykonujemy? Nie ma takiej możliwości, żeby wyjść z tego zachowując twarz. Wolę dmuchać na zimne, a w ramach szaleństwa, to ja mogę sobie kupić zestaw garnków w sklepie Mango (albo inne cudowne plastry, oczywiście jako uzupełnienie zestawu "Małego egzorcysty").


                                                                                                                                               Jacek






piątek, 21 marca 2014

Drużyna A

   "Czterech komandosów skazano za przestępstwo, którego nie popełnili. Udało im się zbiec z więzienia i ukryć w Los Angeles. Nadal są poszukiwani. Działają jako najemnicy. Jeśli masz kłopot i nikt nie może ci pomóc, możesz ich wynająć. Drużyna A!". 

   Tak przynajmniej zapewnia lektor w czołówce serialu. Zanim jednak ktoś zdecyduje się na usługi tej bohaterskiej czwórki, niech wcześniej dobrze zastanowi się. Jeżeli kłopot będzie związany z drewnianymi literkami, jestem pewien, że poradzę sobie równie dobrze, a może nawet lepiej. Dodatkowo nie trzeba mnie szukać w Los Angeles (przynajmniej na razie). Jakby to pięknie brzmiało: jestem najemnikiem, dostałem zlecenie na "B", "M" i "K". Gdybym trafił do więzienia za wszystkie moje dotychczasowe "zlecenia", to zapewne do takiego, że ho, ho. Może nawet do A jak Alcatraz, kto wie, kto wie.
 

   Jeżeli jednak problem będzie inny, na przykład miły sąsiad, który o drugiej w nocy, po raz kolejny testuje swój nowy głośnik basowy, to pomoże jedynie Drużyna A. I już nie będzie, że to jego sprawa, że to jego mieszkanie, oj nie. Biały miś z jego ulubionej piosenki może już nie być taki biały, a majteczki na pewno już nie będą w kropeczki.

                                                                                                                                          Jacek


sobota, 15 marca 2014

Setny post - moje "małpy", mój cyrk

   Pierwszy post zamieściłem na tym blogu w listopadzie 2012 roku. Na symbol mojego cyberświata wybrałem wtedy "małpę". Setny post zobrazuję tym samym symbolem. Uważam, że jest on nadal aktualny, a może nawet bardziej niż wtedy, gdy rozpoczynałem swoją przygodę z blogiem. Sto wpisów, ufff, dałem radę. Są wśród nich artykuły o wyrzynarkach włosowych, które są - biorąc pod uwagę ich objętość - znacznym śladem na blogu. Podejrzewam, że większość zainteresowanych nie przedarła się przez całość. Jeśli jest ktoś, kto przeczytał wszystkie, na pewno był mocno zdeterminowany. Kilka słów poświęciłem sprawom nie związanym z drewnem. Pozostałe posty dotyczą tego, czym się zajmuję zawodowo, królują tu litery i napisy z drewna. Gdy zaczynałem, wydawało mi się, że sto wpisów to bardzo dużo. Dziś nadal tak uważam, nawet więcej, przyznaję - to kawał ciężkiej "roboty". Wiedziałem z czym się mierzę, nikt nie obiecywał, że będzie lekko. Pewna rzecz cieszy mnie niezmiernie, mianowicie to, że ktoś tutaj zagląda. To najważniejsze. Jedno szczerze obiecuję, jeżeli byłem złośliwy lub niepoprawny, to uroczyście ślubuję, że tak będzie nadal i nigdy się to nie zmieni. 
   Sto postów stało się faktem, czas na następną setkę. Skoro padło już słowo "setka", to przyznam się do czegoś. Pisząc tutaj trzymam się pewnej świętej i sprawdzonej zasady: piłeś - nie bloguj. Nawet bez tego mnie czasem ponosi, strach pomyśleć, co by było, gdyby... Cóż, nobody is perfect. 

                                                                                                Jacek