piątek, 20 marca 2015

Drewniane inicjały ślubne, czyli wszyscy jesteśmy "M"

Dziś muszę podzielić się pewną obserwacją, która balansuje na granicy statystyki i (chyba) Archiwum X. Sprawa jest ewidentnie dziwna i skrajnie podejrzana. Być może wchodzi w rachubę jakiś spisek, ale jeszcze nie jestem tego pewien. Odkryłem mianowicie, że co najmniej połowa z nowożeńców ma imię na literę M. Dochodzę nawet do wniosku, że jeśli ktoś ma imię na inną literę, to jednak wybiera dla siebie drewniane M. Tyle mówi sucha statystyka, kropka. Tak się składa, że wspomniana litera jest jedną z najbardziej pracochłonnych i skomplikowanych. Tutaj właśnie wietrzę spisek, może to jakaś kara dla mnie? No dobra, ale za co? Gdy tak kombinuję sobie, to dociera do mnie, że to "M" ma coś w sobie. Gdybym został zapytany, jaka litera podoba mi się najbardziej, to wymienię właśnie ją. Ulubiony kolor? - Niebieski (nie dotyczy samochodów, w tym wypadku żółty). Samochód czy motocykl? - Motocykl (może być żółty, ale Kawasaki Ninja to jednak zielony). Litera? - M. No tak, przecież to logiczne, nie mam pytań. Obawiam się, że w tym momencie zapomniałem, o co mi chodziło... Morał mi uleciał, upsss.

PS
Specjalne podziękowanie dla: Marii, Magdaleny, Mileny, Marceliny, Mirosławy, Moniki, Mai, Malwiny, Małgorzaty, Martyny, Mariki, Marioli, Marty, Marleny, Maryli,Matyldy, Melanii, Melity, Michaliny, Miry, Mirabeli, Mirandy, Modesty, Mieczysławy, Mścisławy, Manfredy, Manueli, Marceli, Marcjanny, Marcyny, Miłowany, Mechtyldy, Marianny, Miłowany i innych Pań o imieniu na tę literę. Imion męskich nie ma tutaj (Maria?), ale jeśli jakiś mężczyzna zamówi inicjały ślubne, to podziękuję mu osobiście - dając się zaprosić na przyjęcie weselne (nie tańczę - to mój jedyny warunek).







poniedziałek, 9 marca 2015

Jeśli widzisz drewniany napis "One", to wiedz, że coś się dzieje

Właśnie uświadomiłem sobie, że ostatni wpis pojawił się tutaj miesiąc temu. Zgodnie z wszelkimi zasadami panującymi na blogach, powinienem teraz strzelić  kwiecistą, płynącą prosto z serca samokrytykę i wyjaśnić, co takiego szczególnego ograniczało moją aktywność blogową. Nie wiem, czy przykryję zwyczajne i pospolite nygustwo jakąś sensowną wymówką, ale postaram się. Może wystarczy coś w tym stylu: miałem kilka telefonów do wykonania (w tym jeden międzymiastowy)... Będę szedł w zaparte, no chyba, że ktoś ma niezbite dowody na moje łgarstwo - trudno, wtedy się przyznam (zapewne będę jeszcze coś kombinował, ale ulegnę).
 
Jeśli napiszę, że niedawno zrobiłem napis z drewna, to raczej nikogo nie zaskoczę. Gdy dodam, że pomalowałem go na biało, to również nie wzbudzę sensacji. Rozmiar ozdoby także nie zrobi na nikim wrażenia, bo niby z jakiej racji. Mimo to będę się jednak upierał, że dzieje się. Jak się dzieje! Mam cichą nadzieję, że proboszcz tym razem daruje sobie publiczne upominanie mnie za zaniedbanie. Będę zobowiązany, a nawet mogę obiecać poprawę. Nie takie rzeczy się obiecywało.






wtorek, 10 lutego 2015

Cztery serca i cztery litery, czyli Love (me tender, love me sweet, never let me go)

  Zbliżające się święto zakochanych wprowadziło w moje życie kilka delikatnych korekt (jak ja uwielbiam te życiowe, wymuszone "korekty"). Odstawiłem Rutinoscorbin, ożywiłem się do tego stopnia, że postanowiłem przesunąć termin ostatniego namaszczenia do następnego ataku zimowej depresji. Poza tym - zapewne w przypływie dobrego samopoczucia - zmieniłem ocenę swojego ogólnego stanu na "do bajpasów jeszcze co najmniej dziesięć lat" (poprzednio było "góra pięć"). A co najważniejsze, narysowałem nowy szablon. Żeby nie być posądzonym o skrajnie pozytywne nastawienie do rzeczywistości, nie wyciąłem "prototypu", a co! (Smerf Maruda mi tak doradził). Wiosno przybywaj, kocham Cię!  

  Mam nadzieję, że moja propozycja na prezent walentynkowy spodoba się komuś. Serca można pomalować, można również pozostawić drewno w naturalnym stanie. Ozdoba może stać, może wisieć, co kto lubi. A tak w ogóle to skandal, żeby takie rzeczy pisać! Witaminę C trzeba jednak brać!

TUTAJ MOŻNA POBRAĆ WZÓR



niedziela, 1 lutego 2015

Literki? Na pewno?

  Psychiatrzy często stosują starą, niezwykle podstępną metodę, której kwintesencją jest pytanie o mniej więcej takiej treści: co widzisz na tym obrazku? Żeby wymienić na przykład filmy, w których występuje taka scena, to trzeba by poświęcić na to kilka nocy i kilka butelek wina. Przyznam szczerze, że raczej nie chciałbym być obiektem takich badań, bo obawiam się, że moja "radosna" interpretacja wskazanych obrazów, połączona z gorliwym szukaniem podstępu, mogłaby postawić mnie w niezręcznej sytuacji. Zresztą, chyba nie tylko ja musiałbym świecić oczami po usłyszeniu wspomnianego pytania. W związku z powyższym proszę nie pytać mnie o to, dlaczego litery na zdjęciach są właśnie takie. Nie mam rozsądnego wyjaśnienia, może poza jednym, które raczej bardziej sprawę zamota, niż rozjaśni: tak chciały głosy. Co poradzić, bywa.

  Swoją drogą - jeden powie ci, żeby słuchać swojego wewnętrznego głosu i liczyć się z nim, a inny zapyta ze zdumieniem: ty słyszysz jakieś głosy? Tych drugich unikam.




poniedziałek, 26 stycznia 2015

Szczypta mchu, odrobina kory...

  Człowiekowi wydaje się, że już mało co go zaskoczy, a tu niespodzianka. Ktoś wylicza: drewno liściaste, drewno iglaste, drewno rodzime, drewno egzotyczne, drewno krzewów, drewno polimerowe... No tak, racja... zaraz, zaraz! Jakie drewno polimerowe? To co, o to co zwykle? Stoi, przyjmuję zakład. A no takie: http://dm-system.pl/drewno-polimerowe/ W związku z tym, że każda okazja jest dobra, żeby się napić... nie protestuję. Zaczynam nawet kombinować w odpowiednim kierunku - jak byłoby wspaniale, gdyby tak móc samemu "wyczarowywać" drewno dla siebie. Ech, rozmarzyłem się. Panom z tartaku, którzy tak namiętnie dowcipkują sobie ze zmęczonych klientów i ich czerwonych krawatów, podziękował bym za współpracę gestem Kozakiewicza! Bo to nie krawat, tylko język!