sobota, 25 kwietnia 2015

M & P, czyli kolejne wcielenie inicjałów ślubnych

Wymyśliłem sobie "nowe" literki, a co. Nie każdy lubi klasyczne wzory, a ja jestem od tego, żeby spełniać wszelkie zachcianki ("literowe" - to dla jasności). W związku z tym, że często ktoś życzy sobie "ale żeby nie były takie proste", to nie mam wyjścia, wycinam mniej proste. Czasem trzeba trochę się nagimnastykować, żeby dostosować dostępny krój do roli drewnianej modelki. Jedna litera nie chce stać samodzielnie, inna niby stoi, ale jakoś krzywo. Jeszcze inna ewidentnie nie pasuje do pozostałych, co wymusza jej modyfikację - rutyna, ale ciekawa. 

Tytułowy zestaw prezentuje się całkiem sympatycznie, co potwierdza moją teorię o ponadprzeciętnej urodzie litery "M". Biorąc pod uwagę wspomnianą urodę, to chyba najbardziej pokrzywdzona jest litera "I". W jej przypadku nie ma dużego pola do popisu, oj nie ma. Nawet "O" się śmieje z "I", że niby jest taka mało "skomplikowana". Być może to prawda, ale ja osobiście siedziałbym cicho na miejscu "O". Przyganiał kocioł garnkowi... czy coś w tym stylu. 







środa, 15 kwietnia 2015

Mała, wielka litera

Czasem się zdarza, że ktoś zapragnie mieć drewnianą literkę w stanie naturalnym - niemalowaną, nielakierowaną, niewoskowaną itp (można wymieniać do woli, ilość sposobów wykończenia jest - jak wszyscy wiemy - nieprzebrana). W każdym bądź razie ma to być drewno i ono samo ma się obronić. Nie protestuję, a wręcz przeciwnie, przyklaskuję takiej idei z całych sił. Mało, że człowiek odpocznie sobie od farby, to jeszcze nacieszy oczy wdziękami "gołego" drewna (proszę nie doszukiwać się żadnych podtekstów, to nie na miejscu). Niestety, "a" było tak nieśmiałe, że w roli przyzwoitki musiało wystąpić stare krzesło. Jaki "fotograf", takie przyzwoitki... Przypadek? Nie sądzę.




środa, 8 kwietnia 2015

Drewniane litery, czyli deja vu

Drewniane litery, literki z drewna... mam dziwne wrażenie, że się powtarzam, ale niech tam. Zanim moje deja vu nasili się do poziomu obłędu, a w głowie zacznie wybrzmiewać już tylko nieznośne pytanie: "skąd ja znam te litery?", to jednak chciałbym jeszcze coś napisać o tych ozdobach. Generalnie nie lubię nikogo zanudzać i w konsekwencji wywoływać efektu lawinowego ziewania (lawinowego, bo ta czynność jest zaraźliwa), jednak w tym wypadku nie mam wyjścia, nadal będę zanudzał swoich ewentualnych gości. Trudno, niech stracę, nikt przecież nie obiecywał, że będzie wesoło i radośnie. Jestem już - mam nadzieję - usprawiedliwiony, w takim razie... Ta da! - literki! Ale sztuczka, muszę ochłonąć.


   
Iluzjoniści, robiąc numer ze znikaniem przedmiotów, mówią tak: "zniknąłem coś tam". Jeżeli znika królik, to oni mówią "zniknąłem królika". Taki branżowy slang, nie wnikam. Zastanawiam się jednak, czy to działa w drugą stronę. Jeśli tak, to ja teraz "pojawiłem" litery? Byłoby wspaniale, bo "znikanie" już opanowałem do perfekcji. Proszę bardzo, oto dowód dla niedowiarków - w czasie świąt "zniknąłem" trzy czekolady (jedną z nadzieniem, dwie z orzechami). Zrobiłem to tak profesjonalnie, że do teraz słyszę niedowierzanie domowników - "Niemożliwe, przecież były w lodówce, nie mogły zniknąć ot tak". Dziękuję za wyrozumiałość, znikam. Pojawię się niebawem.

poniedziałek, 30 marca 2015

Julka i ja

Drewniane literki są jak klocki, które można łączyć ze sobą w dowolny sposób. Przyznaję, że odpowiada mi ta dowolność. Techniczną kompatybilność czasem ignoruję, a w zasadzie zapominam o niej. Jest to skuteczna kuracja odświeżająca, bez dwóch zdań. Tytułowy napis jest właśnie skutkiem takiej zabawy z "klockami". Co tu dużo mówić - bardzo podoba mi się taka zabawa.




piątek, 20 marca 2015

Drewniane inicjały ślubne, czyli wszyscy jesteśmy "M"

Dziś muszę podzielić się pewną obserwacją, która balansuje na granicy statystyki i (chyba) Archiwum X. Sprawa jest ewidentnie dziwna i skrajnie podejrzana. Być może wchodzi w rachubę jakiś spisek, ale jeszcze nie jestem tego pewien. Odkryłem mianowicie, że co najmniej połowa z nowożeńców ma imię na literę M. Dochodzę nawet do wniosku, że jeśli ktoś ma imię na inną literę, to jednak wybiera dla siebie drewniane M. Tyle mówi sucha statystyka, kropka. Tak się składa, że wspomniana litera jest jedną z najbardziej pracochłonnych i skomplikowanych. Tutaj właśnie wietrzę spisek, może to jakaś kara dla mnie? No dobra, ale za co? Gdy tak kombinuję sobie, to dociera do mnie, że to "M" ma coś w sobie. Gdybym został zapytany, jaka litera podoba mi się najbardziej, to wymienię właśnie ją. Ulubiony kolor? - Niebieski (nie dotyczy samochodów, w tym wypadku żółty). Samochód czy motocykl? - Motocykl (może być żółty, ale Kawasaki Ninja to jednak zielony). Litera? - M. No tak, przecież to logiczne, nie mam pytań. Obawiam się, że w tym momencie zapomniałem, o co mi chodziło... Morał mi uleciał, upsss.

PS
Specjalne podziękowanie dla: Marii, Magdaleny, Mileny, Marceliny, Mirosławy, Moniki, Mai, Malwiny, Małgorzaty, Martyny, Mariki, Marioli, Marty, Marleny, Maryli,Matyldy, Melanii, Melity, Michaliny, Miry, Mirabeli, Mirandy, Modesty, Mieczysławy, Mścisławy, Manfredy, Manueli, Marceli, Marcjanny, Marcyny, Miłowany, Mechtyldy, Marianny, Miłowany i innych Pań o imieniu na tę literę. Imion męskich nie ma tutaj (Maria?), ale jeśli jakiś mężczyzna zamówi inicjały ślubne, to podziękuję mu osobiście - dając się zaprosić na przyjęcie weselne (nie tańczę - to mój jedyny warunek).