niedziela, 17 maja 2015

Nadal słonecznie, czyli jeszcze więcej żółtych liter

Niedawno uśmiechały się do Państwa żółte litery, które solidarnie tworzyły napis "MUSIC". Tak się stało, że pojawiły się nowe literki w kolorze bazującym na żółtym, więc i one również chciały się pięknie zaprezentować. No to niech się prezentują, a co tam.


wtorek, 5 maja 2015

Żółte litery się zebrały i "MUSIC" napisały

Niestety, nie jestem w stanie zaprezentować napisu w całej okazałości - nie mam zdjęcia, które uwieczniłoby finał. Gdy poprosiłem litery o ostatnie ujęcie, to usłyszałem coś, czego w zasadzie nie powinienem powtarzać. Mogę zdradzić jedynie, że nie było to nic miłego. Padły poważne zarzuty pod moim adresem, pojawiły się jakieś pretensje, a nawet groźby. Miałem jednak rację, żółte litery są nieobliczalne. Skandal! Chyba nawet się cieszę, że już nie mam tych liter. Człowiek poświęci się, odda kawałek siebie... a tu taka niegodziwość. Mam nadzieję, że nowy właściciel ma więcej cierpliwości ode mnie - wierzę, że uda mu się je odpowiednio "ustawić".









sobota, 25 kwietnia 2015

M & P, czyli kolejne wcielenie inicjałów ślubnych

Wymyśliłem sobie "nowe" literki, a co. Nie każdy lubi klasyczne wzory, a ja jestem od tego, żeby spełniać wszelkie zachcianki ("literowe" - to dla jasności). W związku z tym, że często ktoś życzy sobie "ale żeby nie były takie proste", to nie mam wyjścia, wycinam mniej proste. Czasem trzeba trochę się nagimnastykować, żeby dostosować dostępny krój do roli drewnianej modelki. Jedna litera nie chce stać samodzielnie, inna niby stoi, ale jakoś krzywo. Jeszcze inna ewidentnie nie pasuje do pozostałych, co wymusza jej modyfikację - rutyna, ale ciekawa. 

Tytułowy zestaw prezentuje się całkiem sympatycznie, co potwierdza moją teorię o ponadprzeciętnej urodzie litery "M". Biorąc pod uwagę wspomnianą urodę, to chyba najbardziej pokrzywdzona jest litera "I". W jej przypadku nie ma dużego pola do popisu, oj nie ma. Nawet "O" się śmieje z "I", że niby jest taka mało "skomplikowana". Być może to prawda, ale ja osobiście siedziałbym cicho na miejscu "O". Przyganiał kocioł garnkowi... czy coś w tym stylu.



środa, 15 kwietnia 2015

Mała, wielka litera

Czasem się zdarza, że ktoś zapragnie mieć drewnianą literkę w stanie naturalnym - niemalowaną, nielakierowaną, niewoskowaną itp (można wymieniać do woli, ilość sposobów wykończenia jest - jak wszyscy wiemy - nieprzebrana). W każdym bądź razie ma to być drewno i ono samo ma się obronić. Nie protestuję, a wręcz przeciwnie, przyklaskuję takiej idei z całych sił. Mało, że człowiek odpocznie sobie od farby, to jeszcze nacieszy oczy wdziękami "gołego" drewna (proszę nie doszukiwać się żadnych podtekstów, to nie na miejscu). Niestety, "a" było tak nieśmiałe, że w roli przyzwoitki musiało wystąpić stare krzesło. Jaki "fotograf", takie przyzwoitki... Przypadek? Nie sądzę.




środa, 8 kwietnia 2015

Drewniane litery, czyli deja vu

Drewniane litery, literki z drewna... mam dziwne wrażenie, że się powtarzam, ale niech tam. Zanim moje deja vu nasili się do poziomu obłędu, a w głowie zacznie wybrzmiewać już tylko nieznośne pytanie: "skąd ja znam te litery?", to jednak chciałbym jeszcze coś napisać o tych ozdobach. Generalnie nie lubię nikogo zanudzać i w konsekwencji wywoływać efektu lawinowego ziewania (lawinowego, bo ta czynność jest zaraźliwa), jednak w tym wypadku nie mam wyjścia, nadal będę zanudzał swoich ewentualnych gości. Trudno, niech stracę, nikt przecież nie obiecywał, że będzie wesoło i radośnie. Jestem już - mam nadzieję - usprawiedliwiony, w takim razie... Ta da! - literki! Ale sztuczka, muszę ochłonąć.


   
Iluzjoniści, robiąc numer ze znikaniem przedmiotów, mówią tak: "zniknąłem coś tam". Jeżeli znika królik, to oni mówią "zniknąłem królika". Taki branżowy slang, nie wnikam. Zastanawiam się jednak, czy to działa w drugą stronę. Jeśli tak, to ja teraz "pojawiłem" litery? Byłoby wspaniale, bo "znikanie" już opanowałem do perfekcji. Proszę bardzo, oto dowód dla niedowiarków - w czasie świąt "zniknąłem" trzy czekolady (jedną z nadzieniem, dwie z orzechami). Zrobiłem to tak profesjonalnie, że do teraz słyszę niedowierzanie domowników - "Niemożliwe, przecież były w lodówce, nie mogły zniknąć ot tak". Dziękuję za wyrozumiałość, znikam. Pojawię się niebawem.