wtorek, 10 lutego 2015

Cztery serca i cztery litery, czyli Love (me tender, love me sweet, never let me go)

  Zbliżające się święto zakochanych wprowadziło w moje życie kilka delikatnych korekt (jak ja uwielbiam te życiowe, wymuszone "korekty"). Odstawiłem Rutinoscorbin, ożywiłem się do tego stopnia, że postanowiłem przesunąć termin ostatniego namaszczenia do następnego ataku zimowej depresji. Poza tym - zapewne w przypływie dobrego samopoczucia - zmieniłem ocenę swojego ogólnego stanu na "do bajpasów jeszcze co najmniej dziesięć lat" (poprzednio było "góra pięć"). A co najważniejsze, narysowałem nowy szablon. Żeby nie być posądzonym o skrajnie pozytywne nastawienie do rzeczywistości, nie wyciąłem "prototypu", a co! (Smerf Maruda mi tak doradził). Wiosno przybywaj, kocham Cię!  

  Mam nadzieję, że moja propozycja na prezent walentynkowy spodoba się komuś. Serca można pomalować, można również pozostawić drewno w naturalnym stanie. Ozdoba może stać, może wisieć, co kto lubi. A tak w ogóle to skandal, żeby takie rzeczy pisać! Witaminę C trzeba jednak brać!

TUTAJ MOŻNA POBRAĆ WZÓR



niedziela, 1 lutego 2015

Literki? Na pewno?

  Psychiatrzy często stosują starą, niezwykle podstępną metodę, której kwintesencją jest pytanie o mniej więcej takiej treści: co widzisz na tym obrazku? Żeby wymienić na przykład filmy, w których występuje taka scena, to trzeba by poświęcić na to kilka nocy i kilka butelek wina. Przyznam szczerze, że raczej nie chciałbym być obiektem takich badań, bo obawiam się, że moja "radosna" interpretacja wskazanych obrazów, połączona z gorliwym szukaniem podstępu, mogłaby postawić mnie w niezręcznej sytuacji. Zresztą, chyba nie tylko ja musiałbym świecić oczami po usłyszeniu wspomnianego pytania. W związku z powyższym proszę nie pytać mnie o to, dlaczego litery na zdjęciach są właśnie takie. Nie mam rozsądnego wyjaśnienia, może poza jednym, które raczej bardziej sprawę zamota, niż rozjaśni: tak chciały głosy. Co poradzić, bywa.

  Swoją drogą - jeden powie ci, żeby słuchać swojego wewnętrznego głosu i liczyć się z nim, a inny zapyta ze zdumieniem: ty słyszysz jakieś głosy? Tych drugich unikam.




poniedziałek, 26 stycznia 2015

Szczypta mchu, odrobina kory...

  Człowiekowi wydaje się, że już mało co go zaskoczy, a tu niespodzianka. Ktoś wylicza: drewno liściaste, drewno iglaste, drewno rodzime, drewno egzotyczne, drewno krzewów, drewno polimerowe... No tak, racja... zaraz, zaraz! Jakie drewno polimerowe? To co, o to co zwykle? Stoi, przyjmuję zakład. A no takie: http://dm-system.pl/drewno-polimerowe/ W związku z tym, że każda okazja jest dobra, żeby się napić... nie protestuję. Zaczynam nawet kombinować w odpowiednim kierunku - jak byłoby wspaniale, gdyby tak móc samemu "wyczarowywać" drewno dla siebie. Ech, rozmarzyłem się. Panom z tartaku, którzy tak namiętnie dowcipkują sobie ze zmęczonych klientów i ich czerwonych krawatów, podziękował bym za współpracę gestem Kozakiewicza! Bo to nie krawat, tylko język!



piątek, 23 stycznia 2015

Daj Pan spokój z tymi kotami...

   Koty to chyba jedyne stworzenia, które potrafią obudzić bestię w niespotykanie spokojnym człowieku, będąc zarazem nad wyraz słodkimi istotami. Z związku z tym, że kocia słodkość chwilowo uśpiła moją bestię, postanowiłem zaprojektować i wyciąć nowe koty. Zadanie nie było zbyt skomplikowane, bo miałem wyjątkowo wdzięczne modele. Tak się prezentują w nadzwyczaj rzadkiej chwili wytchnienia:


























Zabawa w rysownika zaowocowała takim szablonem:

























Pierwszy kot właśnie się "wykluł" i czeka na następnego. Chciałoby się powiedzieć, że pierwsze koty za płoty...
























Jest już drugi. Można zaczynać zabawę w "tutaj jeszcze nie byłem" lub w "co, ja się tam nie zmieszczę?".

























No, sytuacja opanowana. Łapy przyklejone do półki i dodatkowo (dla pewności) przykręcone wkrętami - licho nie śpi. Bestia już chrapie. Niech śpi.



wtorek, 20 stycznia 2015

Bohatera powietrzem?

   Jakiś czas temu mój wysłużony kompresor zbuntował się i powiedział coś w tym stylu: jestem już mocno zmęczony i właśnie w tej chwili zrywam z tobą jakąkolwiek współpracę. Jak powiedział, tak zarobił. A zrobił to bardzo efektownie - oprawa była dźwiękowa i wizualna. Nie pozostałem dłużny i odpowiedziałem na tę niecną prowokację wirtualną wizytą w takiej oto krainie: http://pneumaticon.pl/ oraz uwagą, że na razie to ja decyduję o tym, z kim i kiedy kończę współpracę. Zdarza się, ale niesmak po kłótni pozostał. Pozostała również refleksja, która brzmi następująco: nie wyobrażam sobie zabawy z drewnem i pilarkami włosowymi bez udziału w tym procederze kompresora. Muszę również dodać, że bardzo rzadko wykorzystuję go do malowania natryskowego, co wydawałoby się naturalne. Nic z tych rzeczy. Wykorzystuję sprężone powietrze do czyszczenia liter i napisów z pyłu, który powstaje i osadza się na nich podczas szlifowaniu za pomocą szlifierki taśmowej. A trzeba dodać, że pył ten osadza się we wszelkich zakamarkach i przywiera z taką determinacją, jakby mu za to płacono. Oczyszczenie jednego napisu nie jest problemem, dwóch - również, ale przy przedmuchiwaniu trzeciego, to już zaczynam widzieć gwiazdy, przy czwartym wyraźnie widzę gwiazdozbiór, a przy piątym otwiera się przede mną tunel ze światłem, które wabi mnie do środka... Dziękuję, nie dmucham.
                                                                                                       

                                         Dawno, dawno temu w odległej galaktyce.